Funkcjonowanie gospodarki w warunkach wojennych wymagało siły roboczej. W miejsce mieszkańców wcielanych z każdym rokiem do wojska coraz młodszych roczników mężczyzn na teren Pruus Wschodnich sprowadzano do pracy obcokrajowców.
Według relacji inspektora rządowego i zastępcy starosty w Treuburgu (Olecko) - Ewalda Raffalskiego - na terenie powiatu zatrudnionych było kilkuset francuskich jeńców wojennych, 80-100 rosyjskich jeńców w żwirowni w Stożnem oraz około 4500 Polaków, którzy wywiezieni zostali na przymusowe roboty.
Ludzie ci byli rozmieszczani w największych majątkach ziemskich, gospodarstwach chłopskich i innych miejscach pracy. Byli niedożywieni, brakowało im odpowiedniej odzieży, symbolicznie wynagradzano ich za ciężką pracę i często karano zesłaniem do obozów koncentracyjnych lub śmiercią za nieposłuszeństwo lub opuszczenie wyznaczonego miejsca zamieszkania.
W 1971 r. Okręgowa Komisja Badania Zbrodni Hitlerowskich w Białymstoku opierając się na posiadanych informacjach odnośnie obozów jenieckich na terenie Treuburga (od 1945 r. Olecko) i w jego okolicach wszczęła z urzędu śledztwo w sprawie eksterminacji przez żołnierzy Wehrmachtu w latach 1940-1945 przetrzymywanych tam jeńców wojennych różnej narodowości, w tym polskiej.
Dokumenty na ten temat zamieszczono na stronie WWW: https://www.zarchiwumo.pl/niemieckie-zbrodnie-wojenne/
Jeniecki obóz przejściowy pracy przymusowej został założony w 1940 roku. Obóz mieścił się w dawnycm więzieniu koło sądu przy ulicy Grunwaldzkiej 1 oraz w byłej synagodze przy placu Wolności 32. Przebywało w nim około 400 jeńców. W więzieniu przetrzymywano około 300 osób a w budynku synagogi około 12o osób.
Na początku funkcjonowania obozu byli w nim jeńcy francuscy. W lipcu 1941 r. część tych jeńców Niemcy wywieźli w nieznanym kierunku, a pozostałych (około 150) umieścili w barakach (za miastem między drogą prowadzącą do Gołddapi a Jeziorem Oleckie Wielkie) pod nadzorem gestapo. Zmarłych 12 jeńców francuskich pochowano na cmentarzu ewangelickim. W roku 1947 r. przeprowadzono ich ekshumację w obecności przedstawicieli Ministerstwa Kombatantów Republiki Francuskiej.

W głębi fotografii (prostopadle do ulicy) dawne więzienie na ulicy Grunwaldzkiej w Olecku (Deutsche Straße). Fotografia ze zbiorów: Z. Bereśniewicza.
Potem do więzienia przywieziono 300 jeńców radzieckich. Jeńcy zatrudnieni byli przy najcięższych pracach stacji kolejowej przy wagonach towarowych na oraz przy pracach ziemnych na terenie miasta. Jeńcy z powodu niedożywienia i wycieczenia często umierali. Najczęściej posiłkiem była zupa z brukwi. Zmarłych wywożono nocą w nieznanym kierunku. Ich liczby nie ustalono. Obóz jeniecki w Olecku został zlikwidowano w 1944 r.
W 1942 r. w Stożnem na terenie żwirowni Rychtera pracowali jeńcy polscy. Potem, do lipca 1941 r. tam pracowali jeńcy francuscy. W ich miejsce przywieziono 200 jeńców radzieckich. Wiosną 1944 r. w miejsce Rosjan przywieziono jeńców włoskich. Jeńcy włoscy pracowali na żwirowni do jesieni 1944 r.

Okolice cegielni Kalkhof (Golubki) na niemieckiej mapie topograficznej.
W lecie 1943 r. w mglistą noc doszło do zbombardowania obozu jenieckiego we wsi Stożne (obóz Kalkhof). Bomby zrzucone z rosyjskich samolotów spadły na oświetlone czterema reflektorami pole w pobliżu szosy Gołdap-Stożne-Olecko. Rosjanie ponoć byli pewni, że zbombardowali Olecko. W trakcie nalotu zostały zniszczone słupy telefoniczne i przerwane połączenie między Gołdapią a Oleckiem.
W 1943 r. na teren powiatu napłynęło wielu nowych mieszkańcównej w z bombardowanych miast Niemiec zachodnich i centralnych, zwłaszcza - jesienią 1943 roku - z Berlina, którzy tu, na wschodnich krańcach Rzeszy znaleźli schronienie. Ale latem 1944 roku front wschodni zbliżył się do granicy pruskiej, powiat olecki znalazł się na jego bezpośrednim zapleczu, a takie miejscowości jak Bitkowo, Garbas i Mieruniszki - w bezpośrednim zasięgu działań wojennych.
W 1943 r. Stanisława Jabłońska, pochodząca z Aten koło Augustowa, została przywieziona do Olecka w ramach tzw. pracy przymusowej. Najpierw przydzielono ją do różnych prac polowych, a następnie do zbioru ziemniaków i buraków cukrowych. Obiecano jej, że wkrótce wróci do domu, ale tak się nie stało. 
Domy przy ulicy Sembrzyckiego w Olecku.
Pani Stanisława razem z przyjaciółką z tej samej wsi, Zofią Krajewska zostały wysłane do Olecka (Trueburga). Stanisława zamieszkała u niemieckiej rodziny na ulicy Sembrzyckiego (wówczas Hafenstrasse), a Zofia została umieszczona w hotelu na ulicy Kolejowej jako sprzątaczka.
Właściciel domu o nazwisku Rostek pracował w urzędzie miejskim. Pani domu - Niemka ciągle podkreślała: "Jeśli nie będziesz dobrze pracować, wyślemy cię do obozu". Czasem biła ją bez powodu, przeklinała, krzyczała na nią. Praca pani Stanisławy polegała na sprzątaniu mieszkania, ogrodu i pilnowaniu dzieci. Mieszkanie pani Stanisławy znajdowało się na poddaszu (mały, nieogrzewany pokój). Pewnego dnia Niemka kazała przynieść na obiad szczaw z ogrodu, z którego później miała ugotować zupę. W tym czasie dzieci, które pilnowała, zaczęły obrażać panią Stanisławę. Chcąc je nastraszyć, powiedziała ze złością, że jeśli będą się z niej naśmiewać, to następnym razem przyniesie im szczaw z pobliskiego cmentarza żydowskiego.
Dzieci opowiedziały o tym swojej mamie. To bardzo rozgniewało gospodynię. Chciała zawiadomić Gestapo i zagroziła, że zabiorą panią Stanosławę do obozu. Przerażona pani Stanisława ledwo ją wyprosiła, żeby nie zgłaszała tego na policję. Przepraszając na kolanach przed krzyżem, musiał a obiecać, że nigdy więcej nie będzie tak rozmawiać z dziećmi.

Kartka pocztowa wysłana z Treuburga do rodziny z Suwałk (ze zbiorów Z. Bereśniewicza).
W październiku 1944 roku wojska radzieckie doszły do granicy z Prusami Wschodnimi. W październiku i listopadzie trwały walki o Gołdap.
W sierpniu 1944 r. nastąpiły naloty na Olecko. Została zbombardowana stacja kolejowa, gdzie znajdowały się transporty wojskowe niemieckie. W wyniku bombardowania uległy zniszczeniu domy mieszkalne na ulicy Kolejowej (koło parku). Zniszczona została także piekarnia położona w pobliżu dworca kolejki wąskotorowej. Zginęli mieszkańcy i zatrudnieni tam Polacy. Wśród ofiar była koleżanka Pani Stanisławy - Zofia Krajewska. Została pochowana na cmentarzu ewangelickim, a po wojnie przeniesiona na cmentarz do rodzinnej wsi Monkinie.
Bomby także spadały w pobliżu szpitala i budynków przy ulicy Słowiańskiej, zamienionych na szpitale wojskowe (pomimo wielkich znaków krzyża rozmieszczonych na dachach domów). W czasie bombardowania ludzie w obawie o swoje życie opuszczali domy wraz z dziećmi i chronili się w pobliżu w dołach i rowach. Przy szpitalach i szkołach zamienionych na wojskowe lazarety przygotowano tymczasowe zabezpieczenia chroniące przed skutkami bombardowań. Były to odpowiedno zabezpieczone piwnice, wykopane na placach lub trawnikach rowy i schrony przeciwlotnicze a także bardziej trwałe naziemne lub częściowo podziemne bunkry zapewniające większy poziom ochrony (Hochbunkers). Przykłady takich budowli są na ulicy Kolejowej i Zamkowej.

Widok na schron przy ulicy Warmińskiej. Stan z 1972 r. Grafika opracowana cyfrowo (labs.google.com).
Przy ulicy Warmińskiej znajduje się betonowy bunkier połączony z linią okopów przebiegających wzdłuż Jeziora Oleckie Wielkie i Jeziora Oleckie Małe. W górnej części konstrukcji zachował się na betonie napis „ITALIANI 1943”. Został on wykonany przez włoskich jeńców wojennych pracujących przy budowie linii obronnych w Prusach Wschodnich. Listy, które otrzymałem z Włoch od rodziny żołnierza pracującego wówczas w pobliżu Olecka, potwierdzają to podejrzenie.

Kartka pocztowa włoskiego jeńca Arturo Ceccato, który była w marcu 1944 r. zakwaterowany w podobozie Stalag A (Stablack) w Reinkental (Kukowo) koło Olecka.
Poniżej treść list:
Reinkental. 3 marca 1944
Kochany Ojcze, bardzo się cieszę, że wszyscy jesteście w doskonałym zdrowiu. Ja też czuję się świetnie. Drogi Ojcze, zrozumiałem, że nie możesz wysłać paczki z ubraniami. Nieważne: nadchodzi ciepła pora roku. Smutno mi tylko, że nadal nie masz żadnych wieści od mojego brata Egidio... wkrótce do Ciebie napisze. Dbaj więc o siebie. Pisz często i poprawnie wpisuj adres. Przekaż moje pozdrowienia kuzynom i krewnym. Tysiące pocałunków. Twój syn, Arturo

Widok na wzgórze kościelne na rynku w Olecku (Treuburg).
Inne wydarzenia z tego okresu opisał Józef Kunicki w książce "Moje wspomnienia".
Był to 15 sierpnia 1944 roku. Miałem w tym czasie ok. 20 lat. Niemcy robili łapanki wśród Polaków. Niestety wpadłem w ich ręce. Razem z innymi zostaliśmy przewiezieni w okolice Bakałarzewa. Tam zostaliśmy przyłączeni do pracy przy umocnieniach fortyfikacyjnych, które osłaniały Prusy Wschodnie. Żeby zapobiec ucieczkom Niemcy tworzyli małe obozy po 20-50 osób, które były zorganizowane na wzór obozów pracy ze strażą obozową i dyscypliną.
Za każde przewinienie groziła surowa kara, a nawet śmierć. Jesienią pracowałem w okolicach wsi Borawskie - Nowa Wieś. Robotników trzymano w pilnie strzeżonych w stodołach i szopach. Ludzie chorowali. Nie mieliśmy ciepłych ubrań na zimę. Żywienie było bardzo złe.
Czasem udawało się nam wyprosić cieplejsze ubranie u miejscowej ludności. Przygraniczna ludność znała język polski. Ja również już częściowo poznałem język niemiecki. Udało mi się zdobyć cieplejsze obuwie tzw. drewniaki (były to buty o podeszwach drewnianych, obite częściowo skórą i płótnem nieprzemakalnym) oraz kurtkę cieplejszą i czapkę. Zdobyłem także starą manierkę wojskową.
Wkrótce Niemcy rozpoczęli ewakuację ludności wraz z inwentarzem w głąb Prus Wschodnich. Wsie opustoszały. Pozostało tylko wojsko oraz robotnicy zatrudnieni przy okopach. Przerzucano nas z miejsce na miejsce.
Pod koniec października przewieziono nas do Olecko Kolonia (na północ od miasta). Mieszkaliśmy w stodołach nad jeziorem. Budowaliśmy okopy i umocnienia polowe koło Olecka, wzdłuż Jeziora Oleckie Wielkie i koło stadionu miejskiego.

Ulica Kolejowa w Olecku (Treuburg).
22 lipca 1944 r. z związku planowaną letnią ofensywą Armii Czerwonej, zarządzona została pierwsza ewakuacja mieszkańców miasta i powiatu. Ewakuowani, od których zabrano inwentarz żywy, zostawiając jedynie po jednej krowie na rodzinę, udawali się szosą w kierunku Giżycka. Następnego dnia rano zatrzymani zostali koło Dunajku, a następnie rozlokowani w najbliższych wsiach i folwarkach. Wytworzył się stan niepewności, spowodowany trudnym do przewidzenia rozwojem wydarzeń na froncie.
Zaniechanie dalszej ewakuacji ludności cywilnej z powiatu związane było niewątpliwie z zahamowaniem ofensywy na Litwie. Ponieważ ewakuacja nastąpiła w okresie największego nasilenia prac żniwnych, rolnikom pozwolono na czasowy powrót do ich dawnych siedzib w celu kontynuowania sprzętu zboża i przeprowadzenia omłotów. Kobiety z dziećmi z Olecka zostały przywiezione w okolice Reszla, Pieniężna i Braniewa. Część z nich została od razu skierowana do Turyngii i Saksonii. Po wakacjach letnich 1944 r. w Olecku zostały zamknięte szkoły. Zabudowania szkolne przekazano do dyspozycji wojska.

Widok na miasto Olecko (Treuburg).

Widok na rynek w Olecku (Treuburg).

Widok na rynek w Olecku (Treuburg).
28 lipca 1944 r. Armia Czerwona rozpoczęła kolejną operację. Uderzenie było wprawdzie na Kowno, ale lewe skrzydło wojsk prowadzących natarcie kierowało się wzdłuż osi Suwałki-Olecko. Ostatecznie i to natarcie zatrzymano, a front ustabilizował się w najbliższym sąsiedztwie powiatu oleckiego na linii Szypliszki-Nowa Wieś-jezioro Wigry-Czarna Hańcza.
16 października 1944 r. do Olecka przyjechał gauleiter Prus Wschodnich Erich Koch, zaniepokojony rozwojem wydarzeń w nadgranicznych powiatach. Tu zapadła decyzja w sprawie formowania oddziałów Volkssturmu, które miały wspierać w walce jednostki frontowe.
W okresie od 16 do 22 października 1944 r. w Olecku został zorganizowany pierwszy oddział Volkssturmu. Powołano mężczyzn w wieku od 55 do 60 lat oraz chłopców 16- i 17-letnich. Na czele pośpiesznie stworzonych 8 batalionów organizacji (nazywanej wojskiem Kocha, podobnie jak umocnienia obronne wzdłuż granicy pruskiej - "Wałem Kocha"), liczących od 260 do 380 ludzi - źle uzbrojonych i nie wyszkolonych - stanął oficer rezerwy, a w cywilu radca szkolny Burre. W oddziale znaleźli sie kupcy, nauczyciele, nadleśniczy i burmistrz.
Ogółem zdołano zmobilizować 2600 osób, z czego 1400 do jednostek frontowych, a pozostałych 1200 przeznaczono do zadań pomocniczych i gospodarczych, z czego 650 - do prac omłotowych. Żołnierze skupieni w ośmiu batalionach, nie przedstawiali oczywiście większej wartości bojowej.
Część z oleckiego Volkssturmu została dołączona do 170 dywizji piechoty Wehrmachtu. Po wycofaniu się Niemców do Giżycku bataliony z Olecka brały udział w walkach pod Barcianami i Windą, potem Braniewem, Świętą Siekierką. W końcu pozostały dwa bataliony w liczbie pół tysiąca osób, które 26 kwietnia 1945 r. zostały przewiezione okrętami do Kilonii.

Widok na rynek w Olecku (Treuburg).
Kolejna ewakuacja ludności Olecka nastąpiła po 22 października 1944 roku, tym razem do powiatu mrągowskiego. Mieszkańcy Olecka i okolicy opuszczali miejsce swego zamieszkania pociągami i wozami konnymi. Plan opuszczenia miasta został ustalony za szczegółami.

Nakaz ewakuacji miasta Treuburg z 22 października 1944 r. wydany przez Waltera Tubenthala (od 1934 roku został mianowany na stanowisko Kreisleitera (szefa powiatowego NSDAP) oraz Landrata (starosty) Treuburga). Fragment dokumentu ze zbiorów Z. Bereśniewicza, z Treuburg-Zimmer. im Stadtarchiv der Patenstadt Leverkusen - Opladen Landrat-Trimborn-Platz 1 51379 Leverkusen.
Oto dokładne tłumaczenie treści dokumentów na język polski:
Rozkaz ewakuacji dla miasta Treuburg
Ewakuacja miasta Treuburg następuje dzisiaj, w niedzielę, 22.10.1944 r.
W mieście Treuburg pozostają:
1. Wszyscy mężczyźni w wieku od 17 do 60 lat.
2. Wszyscy kierownicy urzędów.
3. Wszyscy męscy kierownicy zakładów pracy.
4. Pielęgniarki szpitala powiatowego w Treuburgu wraz z lekarzem, o ile nie zostaną wezwane przez powiatowe kierownictwo NSV (Narodowosocjalistycznej Opieki Społecznej) do towarzyszenia transportom.
5. Żeński personel biurowy, o ile jest on niezbędny do utrzymania funkcjonowania Starostwa, Zarządu Miasta, Kolei Rzeszy (Reichsbahn), Poczty Rzeszy (Reichspost) oraz placówek partyjnych.
Kierownicy urzędów są odpowiedzialni za późniejszy transport pracownic. Powiatowe kasy oszczędności i banki pozostają otwarte w niedzielę, 22.10.
Miasto opuszczają:
1. Wszystkie kobiety i dzieci.
2. Młodzież poniżej 17 lat i mężczyźni powyżej 60 lat, o ile nie są kierownikami urzędów i nie zostali wyznaczeni na przewodników kolumn transportowych (Treckführer).
Powiatem przyjmującym jest powiat Sensburg (Mrągowo) – miasto Sensburg.
Urzędy: Urzędy delegują pełnomocnika do miasta Sensburg, który przygotuje tam kwatery dla urzędu. Pełnomocnik musi mieć powyżej 60 lat, a zatem nie może już należeć do Volkssturmu. W przypadku delegowania członka Volkssturmu wymagana jest zgoda dowódcy batalionu. Mienie ewakuacyjne o I stopniu pilności zostanie wywiezione pociągiem towarowym. To samo dotyczy gospodarki. Przyjmowane będą wyłącznie dobra o I stopniu pilności. Do prac przy załadunku oddaje się do dyspozycji obcokrajowców (Fremdvölkischen).
Pociągi transportowe: Te kobiety i dzieci, które zgłosiły się dobrowolnie do transportu do Saksonii, odjeżdżają z Treuburga do Borny/Saksonia o godzinie 10:20. Pociągi ewakuacyjne do Sensburga (Mrągowa) odjeżdżają z dworca w Treuburgu od godziny 11:00 rano.
Kierownicy komórek NSDAP (Zellenleiter) prowadzą kobiety i dzieci w zwartych grupach na dworzec. Kierownicy bloków (Blockleiter) są odpowiedzialni za opiekę nad swoimi blokami. Niemiecki Czerwony Krzyż (DRK), placówka w Treuburgu, reguluje załadunek na dworcu w porozumieniu z pełnomocnikami NSV i pielęgniarkami szpitalnymi. Opiekę medyczną na dworcu w Treuburgu obejmuje pan dr Schweiger. Policja miejska zostanie skierowana na dworzec od godziny 9:00 w celu odgrodzenia terenu i regulacji ruchu. W razie potrzeby należy wezwać wsparcie żandarmerii za pośrednictwem powiatowego komendanta żandarmerii.
Trasy kolumn wozów (Fuhrwerkstrecke): Kolumny wozów z miasta i przyległych osad (Abbauten) zostaną wprawione w ruch również w niedzielę, 22.10. Przewodnicy i opiekunowie kolumn wyznaczeni przez burmistrza Treuburga mają niezwłocznie udać się do swoich zaprzęgów.
Sprzedaż towarów jest zasadniczo zabroniona. Oczekuję od ludności zachowania spokoju i rozwagi. W miarę możliwości wszystko zostanie zapewnione. Kto wykroczy przeciwko wydanym dzisiaj zarządzeniom, musi liczyć się z tym, że zostanie surowo ukarany.
Tubenthal, Kreisleiter (Kierownik Powiatowy NSDAP).
Wywożono pośpiesznie inwentarz żywy, urządzenia i przedmioty przedstawiające wartość majątkową, dokumentalną lub zabytkową. Ewakuowano biura i urzędy oraz archiwum miejskie. Według relacji ostatniego starosty oleckiego, Waltera Tubenthala, w ciągu tych kilku dni powiat opuściło 28 tysięcy ludzi, wywieziono lub wyprowadzono na zachód 8000 koni i około 28000 sztuk bydła. Niektórzy mieszkańcy ziemi oleckiej wracali tu jeszcze w listopadzie i grudniu, gdy ustabilizowała się sytuacja na froncie, by prowadzić omłoty i wywieźć część pozostawionego majątku.
W Olecku mieli pozostać tylko urzędnicy obsługujący pocztę, kolei, landraturę. Przy pracach omłotowych w powiecie zatrudniono 110 osób. Zboże nie wymłócone miało być przewiezione na teren powiatu giżyckiego. Nie udało się jednak wypełnić wszystkich ustaleń. Powiat miał być pozbawiony koni, bydła, płodów rolnych jak zboże, ziemniaki. Na podstawie relacji w rejon powiatu giżyckiego doprowadzono 28 tysięcy sztuk bydła i 8 tysięcy koni. Wszystko to obywało się na zatłoczonych drogach, na których zawsze pierwszeństwo miało wojsko.
Ocenia się, że około 40% mieszkańców miasta ewakuowano w miesiącach letnich do Saksonii, dzięki czemu uniknęli oni chaosu i dramatów, jakie były udziałem pozostałej ludności w dniach zimowej ucieczki, spowodowanej styczniową ofensywą wojsk sowieckich. Na skutek bowiem spóźnionych zarządzeń ewakuacyjnych władz hitlerowskich fala ludności zapełniała zaśnieżone szosy i w mroźne dni parła w popłochu na północ w kierunku Zalewu Wiślanego, by statkami popłynąć do Niemiec.
Jedni jechali, inni szli pieszo, słabsi zostawali po drodze, matki gubiły dzieci. W długich kolumnach wozów i uciekinierów znajdowali się także przymusowi robotnicy, którzy zmuszeni byli towarzyszyć swoim gospodarzom (bauerom). Chaos, dezorientacja i cierpienia towarzyszyły jednym i drugim.
W Olecku po 26 października 1944 roku niewielu pozostało ludzi. Tylko najważniejsze służby, jak poczta czy kolej, utrzymywały prowizoryczne dyżury. Administracja powiatu znajdowała się także w Mrągowie. Ci wszyscy, którzy tu jeszcze pozostali, opuszczali w pośpiechu swoje rodzinne strony podczas styczniowej ofensywy, wycofując się na zachód razem z oddziałami 170 dywizji piechoty i Volkssturmu szosami zatłoczonymi wojskiem i zaprzęgami konnymi uciekinierów.

Wozy załadowane dobytkiem w drodze na zachód. Treuburger Heimatbrief, Kreisgemeinschaft Treuburg e.V.
Pierwszy nalot samolotów rosyjskich na Olecko nastąpił 14 grudnia 1944 r. Zostało zniszczonych kilka domów na rynku. Nie próbowano nawet gasić pożarów.
Tak pobyt w tym czasie wspominał w 2005 roku pan Antoni Kramkowski, przebywający w obozie pracy koło Olecka.
7 stycznia 1945 r. około godziny 10 - 11 – ciszę mroźnego dnia niespodziewanie przerwał z wolna narastający, charakterystyczny huk: - uu-uu-uu... płynący z góry. Dźwięk ten pochodził od nadlatujących samolotów bombowych co zapowiadało najgorsze, wszyscy z przerażeniem przywarli do ziemi, zanurzając się w śnieg, jednocześnie kierując wzrok ku górze. Tu zobaczyli jak z kierunku od wschodu nadlatuje chmara samolotów w kształcie wydłużonego cygara. Ponieważ leciały bardzo wysoko i było ich bardzo dużo (dokładnie czterdzieści dwie sztuki), dostrzeżone zostały z bardzo daleka, a w miarę zbliżania się rosły w oczach. Z sąsiedniego pagórka, usłyszeliśmy strzały z działek przeciwlotniczych.
Pierwsze wystrzelone pociski poszybowały w górę na spotkanie z samolotami i rozerwały się o wiele wyżej niż leciały bombowce, co wyraźnie sygnalizowały charakterystyczne chmurki dymu, pozostałe po wybuchach pocisków. Następne salwy były krótsze i eksplozje następowały na poziomie lecących samolotów, ale też nie były skuteczne, mimo że do obstrzału włączyły się inne stanowiska rozmieszczonych wokół stacji kolejowej. Kanonada trwała, a bombowce jakby nic nie stało się, majestatycznie, spokojnie leciały i leciały w kierunku stacji. Gdy czołówka znalazła się nad celem, w dół zaczęły spadać bomby.

Restauracja na stacji kolejowej w Olecku (Treuburg).
Było ich setki a może i tysiące. Sypały się jak groch i po chwili zatrzęsła się ziemia a nad stacją ukazała się potężna chmura, kłębowisko czarnego dymu, a za chwilę morze płomieni. Jednocześnie na tle czarnego dymu, w chwilę później widać było jak leciały w górę jakieś białe, niezidentyfikowane przedmioty, w wyobraźni dziecięcej podobne do wąskich pasków pociętego białego papieru. Jak później okazało się, były to deski, których ogromne sterty leżały na placu rozładunkowym przy stacji. I dalej ściana tryskających w górę wybuchów i czarnego dymu wzdłuż torów kolejowych w kierunku Lesku. Te niezwykłe widowisko było obserwowane z bezpiecznej odległości, ale nagle bomby zaczęły rozrywać się w odległości kilkudziesięciu metrów od leżących na śniegu więźniów. Rozległ się ogromny huk. To był cud że przeżyliśmy. Prawdopodobnie tylko dzięki temu, że bomba przed momentem wybuchu wbiła się w śnieg i ziemię, a więźniowie leżeli, więc nie doszło do najgorszego, ale doznali uszkodzenia słuchu. Przez kilkanaście dni słychać było tylko szum w uszach, a potem nieodwracalne przytępienie słuchu. W górę nad głowami poszybowały zwały gliniastej ziemi, a po ich opadnięciu śnieg przybrał barwę ciemnego brązu.
Dziś na wspomnianym wzgórzu stoi maszt energetyczny, a obok kilkanaście metrów w kierunku na Osiedle Lesk jest wgłębienie - tam spadały bomby. Jeszcze bardziej intensywną barwę brązu przybrał sąsiedni pagórek, odległy około sto pięćdziesiąt metrów, na którym stały działa przeciwlotnicze. Tam rozegrało się prawdziwe piekło, bo to wzgórze było celem bombardowania. Tam spadło kilkanaście, a może i więcej bomb, bo po pierwszych wybuchach za chwilę były następne. Skutek był taki, że po przejściu nalotu, zniknęły nie tylko działa, ale i obsługa, a przed nalotem było ich wielu. Po prostu zapanowała grobowa cisza i nikt nie dawał znaku życia.

Widok na rynek w olecku (Treuburg).
W czasie powrotu do obozu, więźniowie przechodząc pod przejazdem kolejowym mieli okazję z bliska obejrzeć skutki nalotu. Wzdłuż torów biegnących w kierunku Lesku – krater przy kraterze i powichrowane sterczące w górę szyny. Natomiast przy wypalonej, jeszcze dymiącej stacji wraki porozrywanych samochodów, pozabijane konie. Trupów ludzkich już nie było, ale plamy krwi na śniegu zmieszanym z ziemią, mówiły o dramatach tych co polegli i odnieśli rany.
Nie było też żadnego ruchu, co miało miejsce w godzinach rannych. Jedyny człowiek jaki ukazał się, to złodziej, jeżeli tak go można nazwać w tamtych czasach. Był nim żołnierz niemiecki z tzw. Volkszturmu. Żołnierz ten niósł na prawym przedramieniu kilkadziesiąt pęt kiełbasy, uginał się pod ich ciężarem i gdy ujrzał “wachmanów’ skrył się za rozbitymi wrakami.
Do dziś pozostał jeszcze jeden ślad po tamtych strasznych wydarzeniach. Naprzeciw głównego wejścia do stacji kolejowej w Olecku, po drugiej stronie ulicy, jakieś 3-5 metrów w lewo od kiosku z gazetami, tuż przy krawężniku, są zawirowania w ułożonej kostce na jezdni. Tam w czasie nalotu spadła bomba i powstała głęboka wyrwa. Obok tej wyrwy była bardzo duża, rozległa kałuża zakrzepłej krwi co świadczyło, że tam zginęli lub byli ranni ludzie. Po wojnie ktoś tę wyrwę zasypano i ułożono niezbyt dokładnie kamienną kostkę, co wyraźnie widać w porównaniu z całością, ale dzięki temu zawsze gdy tam przechodzę ożywają wspomnienia i tę krew widzę. Te wydarzenie przeżyłem razem z Mieczysławem Kurzynowskim, który obecnie mieszka w Nowej Wsi, gm. Bakałarzewo.
Z opisywanej przez Pana Bereśniewicza ustnej relacji naocznego świadka, wtedy jeszcze 17 letniego mieszkańca Olecka wcielonego jesienią 1944 r. do Volkssturmu wyłania się kolejny obraz wydarzeń wojennych z Olecka:
Jesienią 1944 r. stacja kolejowa i pociągi znajdujące się na niej, były prawie codziennie ostrzeliwane przez sowieckie samoloty. W październiku w czasie kolejnego nalotu jeden z nich został zestrzelony przez obronę przeciwlotniczą znajdującą się na wzgórzu przy zakładzie energetycznym. Samolot rozbił się niedaleko stacji przy torach kolejowych prowadzących do Giżycka. Pilot przeżył, ale zastrzelił się kiedy zobaczył zbliżających się niemieckich żołnierzy.
Na ścianie zewnętrznej Szkoły Podstawowej nr 3 na Ulicy Kolejowej zachowały się ślady po pociskach wystrzelonych z karabinu maszynowego.
Do niemieckiej armii został powołany Erich Scharnowski z Olszewa.
2 stycznia 1945 roku otrzymałem powołanie do wojska. Miałem stawić się 21 stycznia 1945 r. do Kompanii Szkoleniowej Strzelców Pancernych 1 w Olsztynie. W koszarach w pierwszym dniu z rana był alarm, mieliśmy wszystko zapakować, aby już więcej tam nie wrócić.
Nasz sierżant, który mieszkał w Olsztynie, był bardzo przybity tym, że nie może pomóc swojej rodzinie przy ucieczce. Opuszczaliśmy koszary. Pewna kobieta, która była zatrudniona w kancelarii, przyszła właśnie do pracy, stała teraz załamana przy wejściu do koszar i płakała.
Zajęliśmy pozycję, niedaleko zbiornika na gaz. Krótko przed południem oświadczył nam porucznik Höpfner, że wciągu 8 – 10 godzin mamy się liczyć ze spotkaniem z wrogiem.
Około godz. 22:00 ostrzelaliśmy rosyjską grupę zwiadowczą, która się do nas zbliżyła. Mój strzelec nr 1 karabinu maszynowego oświadczył, że ma jeszcze nie wyleczoną ranę w nodze i musi mieć nowy opatrunek. Zniknął więc w ciemnościach nocy i pozostawił mnie samego ze strzelcem nr 2. Był on przygłuchy a jego małżowiny uszne były odmrożone. Nie chciał on teraz objąć karabinu maszynowego. Stałem się więc nagle strzelcem nr 1, ze skrzynią amunicji i karabinem, które z resztą zostawiłem w okopie.[…] Ze wzgórza wystrzeliła salwa i zobaczyłem uciekających kilku żołnierzy. Ośmiu mężczyzn zostało trafionych. Pochował ich pewien rolnik w maju 1945 r. Miejsce to było długo oznaczone krzyżem brzozowym, jednak po 20 latach orze się po nim sieje i zbiera, jak na zwykłym polu. Stwierdziłem to, będąc tam osobiście.
Wojska 3 Frontu Białoruskiego, którymi dowodził gen. armii Iwan Czerniachowski miały za zadanie rozbić zgrupowania wojsk nieprzyjacielskich w rejonie Tylża-Wystruć. Natomiast 2 Front Białoruski, którego dowódcą był marszałek Konstanty Rokossowski miał rozbić mławskie zgrupowanie niemieckie i prowadzić natarcie w kierunku Malbork-Elbląg. Łącznie siły 2 i 3 Frontu Białoruskiego liczyły ponad 1 mln 600 tys. żołnierzy, miały 28 833 działa i moździerze, 3 809 czołgów i dział pancernych oraz blisko 3 100 samolotów.

W dniu 13 stycznia 1945 r. wojska radzieckie przeszły do działań zaczepnych na granicy.
21 stycznia 1945 r., z miasta wycofały się oddziały Volkssturmu. Uznano, że słabo uzbrojeni oddział nie ma żadnych szans powstrzymania nacierających żołnierzy radzieckich. Miasto pozostało wyludnione i bez obrony. 23 stycznia 1945 roku Olecko zostało zajęte przez Rosjan.
Wkroczenie Armii Czerwonej do Prus Wschodnich opisał rosyjski oficer Boris Horbaczewski:
Przez lornetkę wyraźnie widzieliśmy wysoką wieżę kościoła, czyste, równe ulice, ładne piętrowe budynki pokryte czerwoną dachówką i otoczone ogródkami. A w centrum prostokątny rynek z fontanną i mnóstwem zieleni. Mieliśmy przed sobą Treuburg. Dywizja przygotowywała się do zajęcia pierwszego niemieckiego miasta. […] Od pierwszych dni, kiedy nasza armia wkroczyła na terytorium niemieckie, zapanowała antyradziecka histeria. Gwałtowna burza, która rozpętała się we wschodnich rejonach Niemiec, napełniła przerażeniem serca milionów Niemców. Wszędzie leżały ulotki utytułowane Czerwony mord, wzywające żołnierzy, żeby nie okalali żadnej litości Rosjanom: „To nie ludzie, tylko zwierzęta, bestie, azjatyckie hordy".
W odpowiedzi Ilia Erenburg stworzył swoją słynną ulotkę do radzieckiego żołnierza, w której grzmiał:
Zabij Niemca! Zabij Niemca! - matka cię prosi. Zabij Niemca! - modlą się dzieci...
Nic nie sprawi ci większej radości niż niemiecki trup". Front wdarł się jeszcze głębiej, do samego serca Prus Wschodnich. Maszerowaliśmy naprzód, nieustannie tocząc walki, mijaliśmy dworki myśliwskie arystokratów, kwitnące wsie i posiadłości oraz wiekowe zamki. Forsowaliśmy po drodze bariery wodne. Niemcy zmuszeni do oddawania naszym siłom kolejnych miast, miasteczek, wsi, wycofywali się w stronę Bałtyku.
Przeczytaj więcej o latach powojennych w Olecku.
Literatura:
- Dzieje Olecka 1560-2010, red. S. Achremczyk, Olecko 2010.
- Ryszard Demby, Olecko Czasy, ludzie, zdarzenia, Skład, łamanie i projekt okładki: Marek Chlebanowski. Wydano ze środków finansowych Starostwa Powiatowego oraz Urzędu Miejskiego w Olecku. Wydawca: Urząd Miejski w Olecku 2000.
- Chłosta J., Olecko w latach 1914–1945 [w:] Dzieje Olecka 1560-2010, red. S. Achremczyk, Olecko 2010.
- Heibutzki R., Weiß ich den Weg auch nicht... Flucht aus Masuren Aufzeichnungen von Reinhold Heibutzki. W: Treuburger Heimatbrief Heft 69, Kreisgemeinschaft Treuburg e.V. 2015.
- Józef Kunicki (senior), Moje wspomnienia, AquiPrint, Bruges 2010, France.
- Treuburger Heimatbrief, Kreisgemeinschaft Treuburg e.V.
- Niemieckie zbrodnie wojenne - dokumenty. W: zarchiwumo.pl
- Na przymusowych robotach w Niemczech- wspomnienia. W: zarchiwumo.pl
J. Kunicki









