Casting do „Bitwy na głosy” w Olecku
14 stycznia 2011 r. od godz. 9.00 w Regionalnym Ośrodku Kultury w Olecku „Mazury Garbate” (Plac Wolności 22) odbył się casting do II edycji programu „Bitwa na głosy". Już na wiosnę na antenie TVP2, powróci druga edycja Bitwy na głosy. Jedną z Gwiazd programu jest Janusz Panasewicz, który będzie reprezentował Krainę Wielkich Jezior Mazurskich. No i oczywiście swoje rodzinne miasto - Olecko. Potrafisz śpiewać? Chcesz zostać członkiem zespołu wokalnego charyzmatycznego Janusza Panasewicza?
Miejsca, które są, ale już ich nie ma
W Chełchach odkryto zapomniany cmentarz
Olecko i okolice z góry
Wspaniała Buda
Czy jesteśmy mieszczanami?
Nie z tego świata
Przeżycia z przeszłości i teraźniejszość w Krzywych
Moje szkolne lata w Gordejkach
|



















O tęsknocie, tej tu kiedyś, pisało już wielu. Tęsknota do miejsc, co do których mamy świadomość, że my jeszcze nie zdążymy przeminąć, a o nich już będą tylko krążyć opowieści i wspomnienia, jest tęsknotą znacząco wpływającą na duszę mazurską i tą, nad tematem której coraz częściej się pochylamy. Jak to jest z tym przemijaniem i czy aby wszystko musi przemijać? Przemijają ludzie, przemijają miejsca. Niby normalna kolej rzeczy, ustanawiamy obyczaje, aby ból złagodzić, a utracone miejsca staramy się zastępować innymi.
Wszyscy mamy marzenia i chcemy by się spełniły. Są one różne, a niektóre z nich są w … zasięgu możliwości i ręki. Tak jest z paralotniarstwem. Od zawsze chciałem odbyć przelot nad Judzikami, by zobaczyć swoją wieś z innej perspektywy, zobaczyć ją inaczej. Było to możliwe dzięki mojemu koledze Konradowi Radzewiczowi, który prowadzi gospodarstwo agroturystyczne (Kukowo 33 A) i posiada paralotnię. Byłem jego pasażerem podczas przelotu.
Tak wtedy uczniowie mówili o tej szkole. Rzadko z tym przymiotnikiem. Po prostu mówili - buda. Zawsze jednak z wyrazami szacunku. W latach 1954-57, gdy do budy uczęszczałem, mieściła się ona przy ul. Słowiańskiej. Obecnie jest tam Szkoła Podstawowa nr 2. Naprzeciw był internat. Od 1956 roku mieści się tam Zakład Dzieci Głuchych, po przeniesieniu internatu LO na ul. Wojska Polskiego.
Oleccy mieszczanie z początków miasta to byli prości rolnicy. Jeśli któryś nie znał się na koniach, krowach oraz wszelkich uprawach to był raczej pośmiewiskiem dla innych i na pewno nie był w ich oczach pełnoprawnym mieszczaninem. Dziś definicja "mieszczanin" nie łączy nas już z uprawą ziemi, chociaż ta wciąż jest obecna w życiu miasta. Wystarczy przyjrzeć się teraz, w okresie wiosennym, ile osób pielęgnuje swoje ogródki. Jakie są aktualnie nasze związki z ziemią i czy jesteśmy mieszczanami?
Właściwie trudno to nazwać pociągiem, chociaż to PKP. Niebieski wagon, długi na trzy autobusy. Sporo miejsca, nawet rowery można przewozić. W autobusach, tych dalekobieżnych, takich w klasie lux, extra czy jakoś tam, są maleńkie łazienki. Korzystanie jednak z takiego dobrodziejstwa bywa kłopotliwe, uciążliwe i spotyka się zawsze z niechęcią kierowcy. W takim niebieskim pociągo-busie łazienki są również.
Urodziłem się w mazurskiej wsi Krzywe. Zależy mi na tym, by opowiadać o mojej ojczyźnie, takiej, jaką przechowuję we wspomnieniach i takiej, jaką zapamiętałem z moich dziesięciu wizyt. Z niewielkimi oczekiwaniami rozpoczęliśmy swoją pierwszą podróż do ojczyzny w 1973 roku. Było nas czterech mieszkańców Krzywych: Albert Weinert, który już teraz nie żyje, braci Erwin i Otto Druba oraz ja. Naszym miejscem docelowym był kompleks letniskowy w Giżycku z małymi domkami nad jeziorem Mamry.
Chętnie wspominam mój pierwszy dzień w szkole u pana Grunaua. 1. kwietnia 1930 przyprowadziła mnie matka do szkoły, do której zostałam przyjęta. Poza mną byli tam jeszcze dwaj nowicjusze. Byłam najmniejsza ze wszystkich i mogłam przeszukać wszystkie kieszenie nauczyciela w celu znalezienia cukierków. Było wiele zabawy i szybko pozbyłam się swojej nieśmiałości. Budynek szkolny stał na małym wzniesieniu w środku wsi. W klasie znajdowało się miejsca dla ok. 40 dzieci. Uczyły się w niej wszystkie roczniki, których było osiem.

