• www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

  • www.olecko.info

www.olecko.info

Olecko - historia, geografia, mapy, artykuły, dokumenty ...

User Rating:  / 6
PoorBest 

   Wojska sowieckie na obszar Prus Wschodnich wkroczyły w październiku 1944 roku ale do końca 1944 roku nie prowadzono  żadnych działań ofensywnych. W listopadzie 1944 roku Naczelne Dowództwo Armii Radzieckiej opracowało plan operacji strategicznej. Plan przewidywał rozpoczęcie ofensywy w styczniu 1945 roku.
    28 lipca 1944 r. z związku planowaną letnią ofensywą Armii Czerwonej, zarządzona została pierwsza ewakuacja mieszkańców miasta i powiatu.  Kobiety z dziećmi z Olecka zostały przywiezione do zachodnich części powiatu, Reszla, Pieniężna i Braniewa. Część z nich została od razu skierowana do Turyngii i Saksonii. Na miejscu mieli pozostać mężczyźni, których można było zatrudnić w pracach polowych. Po wakacjach letnich 1944 r. w Olecku zostały zamknięte szkoły. Zabudowania szkolne  przekazano do dyspozycji wojska.

Ewakuacja na Zalewie Wiślanym

   W lecie 1943 r. w mglistą noc doszło do zbombardowania obozu jenieckiego, złożonego z rosyjskich jeńców, we wsi Stoźne (obóz Kalkhof). Bomby zrzucone z rosyjskich samolotów spadły na oświetlone czterema reflektorami pole w pobliżu szosy Gołdap-Stożne-Olecko. Rosjanie ponoć byli pewni, że zbombardowali Olecko. W trakcie nalotu zostały zniszczone słupy telefoniczne i przerwane połączenie między Gołdapią a Oleckiem. Zobacz: Wspomnienia polskiego więźnia z obozu Kalkhof.

   W okresie od 16 do 22 października tego samego 1944 r.  został powołany w Olecku oddział Volkssturmu, jako siła pomocnicza wojska do obrony miasta i powiatu. Olecki oddział był złożony z mężczyzn do 60 roku życia, w tym także inwalidów i 16 letnich chłopców w liczbie 320 osób. Dowodził tym oddziałem oficer rezerwy, a w cywilu radca szkolny Burre. W całym powiecie powstało 8 batalionów z 2600 osobami, z tego 1400 brało bezpośredni udział w akcjach bojowych. Część z oleckiego Volkssturmu została dołączona do 170 dywizji piechoty Wehrmachtu. Po wycofaniu się Niemców do Giżycku bataliony z Olecka brały udział w walkach pod Barcianami i Windą, potem Braniewem, Świętą Siekierką. W końcu pozostały dwa bataliony w liczbie pół tysiąca osób, które 26 kwietnia 1945 r. zostały przewiezione okrętami do Kilonii.

    Kolejna ewakuacja ludności Olecka nastąpiła po 22 października 1944 roku. Transporty z miasta zostały skierowane do Mrągowa (Sensburg). Plan opuszczenia miasta został ustalony za szczegółami. W Olecku mieli pozostać tylko urzędnicy obsługujący pocztę, kolei, landraturę. Przy pracach omłotowych w powiecie zatrudniono 110 osób. Zboże nie wymłócone miało być przewiezione na teren powiatu giżyckiego. Nie udało się jednak wypełnić wszystkich ustaleń. Powiat miał być pozbawiony koni, bydła, płodów rolnych jak zboże, ziemniaki. Na podstawie relacji w rejon powiatu giżyckiego doprowadzono 28 tysięcy sztuk bydła i 8 tysięcy koni. Wszystko to obywało się na zatłoczonych drogach, na których zawsze pierwszeństwo miało wojsko.

Widok z samolotu na Olecko w 1938 roku

    Wojska 3 Frontu Białoruskiego, którymi dowodził gen. armii Iwan Czerniachowski miały za zadanie rozbić zgrupowania wojsk nieprzyjacielskich w rejonie Tylża-Wystruć. Natomiast 2 Front Białoruski, którego dowódcą był marszałek Konstanty Rokossowski miał rozbić mławskie zgrupowanie niemieckie i prowadzić natarcie w kierunku Malbork-Elbląg. Łącznie siły 2 i 3 Frontu Białoruskiego liczyły ponad 1 mln 600 tys. żołnierzy, miały 28 833 działa i moździerze, 3 809 czołgów i dział pancernych oraz blisko 3 100 samolotów.
W dniu 13 stycznia 1945 r. do działań zaczepnych przeszły wojska 3 Frontu Białoruskiego. Pierwszy nalot samolotów rosyjskich na Olecko nastąpił 14 grudnia 1944 r.  Zostało zniszczonych kilka domów na rynku. Nie próbowano nawet  pożarów.  

   Żołnierze Armii Czerwonej na teren powiatu  wkroczyli od strony północnej 22 stycznia i od 23 stycznia 1945r.   21 stycznia 1945 r.,  z miasta wycofały się oddziały Volkssturmu. Uznano, że słabo uzbrojeni oddział nie ma żadnych szans powstrzymania nacierających żołnierzy sowieckich.
Miasto pozostało wyludnione i bez obrony. 23 stycznia 1945 roku miasto zostało zajęte przez Rosjan.

   W 2014 roku od tamtych czasów mija 70 lat. Jest wiele opublikowanych wspomnień na temat działań wojennych, ale są to głównie wspomnienia marszałków i generałów Armii Czerwonej. W 2011 roku  ukazała się książka "Przez wojenną zawieruchę" Borisa Horbaczewskiego wydana przez "Rebis". Jest to zapis wspomnień radzieckiego żołnierza, który wiele lat po wojnie  zaczął spisywać swoją wojenną przygodę. Nie będę jej recenzował, polecam ciekawe wypowiedzi czytelników na jej temat na stronach internetowych księgarni i wydawnictw.
    Nie jest to książka historyczna a jedynie wspomnienia uczestnika walk na froncie wschodnim. Autor, Boris Gorbaczewski pół roku po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej zaciągnął się na ochotnika do szkoły dla oficerów w Tiumeniu. Po zakończeniu kursu pojechał na front. Trafił pod Rżew, gdzie w atakach na niemieckie pozycje, w ciągu kilkunastu miesięcy walk zginęło być może setki tysięcy sowieckich żołnierzy.

    Po krótkim okresie służby w artylerii przeciwpancernej Gorbaczewski został przeniesiony do piechoty, gdzie długość życia „liczyło się w godzinach, nie w dniach”.  Przeżył aby ze swoim oddziałem podążać na zachód w kierunku Berlina.  Poprzez opis bitew, zaciętych walk oraz pisanie o chęci zemsty czerwonoarmistów na swym przeciwniku ukazuje jaką rzezią była ta wojna.

   Książka zaciekawiła mnie z tego powodu, że autor opisuje wkroczenie Armii Czerwonej do Prus  Wschodnich w styczniu 1945 roku. Pierwszym niemieckim miastem było Olecko (wtedy nosiło nazwę Treuburg). Czytając wspomnienia miałem wrażenie, że autor opisuje wydarzenia, które nie miały miejsca i czy na pewno autor opisywał Olecko? Może po latach miał problemy z kolejnością i lokalizacja wydarzeń. Przecież większe walki były pod Gołdapią a nie Oleckim. Rosjanie wkroczyli do Olecka, które bylo opuszczone przez mieszkańców. Bez względu na minusy książka jest warta przeczytania ze względu na opisane wydarzenia związane z Mazurami. Niżej zamieszczam (za zgodą wydawnictwa "Rebis" wybrane fragmenty.

Pierwsze niemieckie miasto
   Przez lornetkę wyraźnie widzieliśmy wysoką, spiczastą wieżę kościoła, czyste, równe ulice, ładne piętrowe budynki pokryte czerwoną dachówką i otoczone ogródkami. A w centrum: mały prostokątny rynek z fontanną i mnóstwem zieleni. Mieliśmy przed sobą Treuburg. Dywizja przygotowywała się do zajęcia pierwszego niemieckiego miasta.

Rynek w Olecku w latach trzydziestych XX wieku.

 

   Przyszedł rozkaz ataku. Gwałtowne walki o Treburg trwały cztery dni, miasto kilka razy przechodziło z rąk do rąk, aż wreszcie ostatnie niemieckie jednostki wycofały się, wyczerpane. Nie mogliśmy zrozumieć, dlaczego wróg tak zaciekle bronił Treuburga. Miejscowość nie miała żadnego znaczenia strategicznego, a jednak Niemcy zapłacili bardzo wysoką cenę za swój upór: kilkaset osób zginęło lub odniosło rany, spłonęło wiele czołgów, a miasto zostało zniszczone. Być może powodem było bliskie sąsiedztwo dworku myśliwskiego Göringa w Puszczy Rominckiej.
   Rozwiązanie tej zagadki szybko się pojawiło. Okazało się, ze Niemcy „przygotowali się" do poddania miasta. Zaraz po zakończeniu walk wraz z kilkoma innymi oficerami z wydziału politycznego weszliśmy do Treuburga i przespacerowaliśmy się ulicami. Prawie na każdym skrzyżowaniu wkopano słupy z napisami: ”Dobrze się przyjrzyjcie, co bolszewicy zrobili z pierwszym miastem zajętym w Prusach Wschodnich. Oto, jak potraktują wszystkie miasta i wsie naszej ukochanej ojczyzny i Niemców. Brońcie Wielkiej Rzeszy przed czerwonymi barbarzyńcami!"
   Później z zeznań jeńców dowiedzieliśmy się, że kiedy walczyliśmy jeszcze z wrogiem na podejściach do miasta, sami Niemcy na rozkaz Josepha Goebbelsa wygnali mieszkańców, a potem wysadzili i spalili najbardziej reprezentacyjne budynki: kościół, wodociągi, kinoteatr i bank, hale sportowe i główną ulicę, gdzie mieściły się sklepy i gimnazjum. Przez kilka godzin zwozili ludzi z okolicy, a następnie ekipy filmowe i dziennikarzy, żeby na filmie i w gazetach pokazali ruiny miasta oraz rzekomo przestraszonych i smutnych mieszkańców. Zniszczyli nawet park z przepięknymi łabędziami: spalili prawie wszystkie drzewa, zastrzelili łabędzie i rozpuścili pogłoskę, że „azjatyckie hordy" wybiły i zjadły ptaki.
   Kiedy nasza kolumna maszerowała główną ulicą, miasto było opustoszałe. Nie pojawił się ani jeden człowiek. Rozpaczliwie muczały krowy, w oddali szczekały psy. Wtedy nieoczekiwanie z częściowo zniszczonego budynku wyskoczył wysoki, krzepki starszy człowiek z jakąś książeczką w wyciągniętych rękach i z radosnymi okrzykami popędził na spotkanie naszej kolumny. Jeden z czerwonoarmistów, który nie znał niemieckiego, nie próbując dojść, o co chodzi Niemcowi, wystąpił z kolumny i rozbił mu głowę kolbą karabinu. Okrutnie krwawiąc, mężczyzna upadł na bruk. Gdy kolumna mijała leżącego, kolejni żołnierze podchodzili do niego i robili wszystko, żeby go wykończyć: kopali, dźgali bagnetami, a potem pluli na ciało. Przy okaleczonych zwłokach zatrzymał się politruk. Podniósł zakrwawioną legitymację członka Komunistycznej Partii Niemiec, wytarł okładkę i schował w mapniku. Bez słowa wrócił na swoje miejsce w kolumnie.

Żołnierze niemieccy z pułku w Norwegii na urlopie w Olecku.

   Widziałem tę scenę. Była to pierwsza śmierć niemieckiego cywila, jaką ujrzałem w Niemczech. Zaczepiłem żołnierza, który zmiażdżył Niemcowi czaszkę.
_ Dlaczego go zabiłeś? - spytałem. - Przecież to nie był żołnierz i nie chciał zrobić nam krzywdy. To starszy człowiek, komunista pewnie nawet siedział w więzieniu za przynależność do niemieckiej partii komunistycznej. Pomyślcie tylko, przez ile lat przechowywał swoją legitymację, ryzykując życie.
„ Dla mnie, towarzyszu lejtnancie, to taka sama szuja jak inni - odpowiedział szorstko. - Nie zaznam spokoju, póki nie zabiję setki takich. Spytajcie lepiej, jak się będę czul w pustym domu.
Można zrozumieć nienawiść żołnierzy, którzy pluli na zwłoki Niemca. Ale ilu jeszcze Niemców będzie musiało zginąć w upokorzeniu, zostać rozdartych na kawałki, żeby ukoić smutek czerwonoarmistów, żeby stępić ich nienawiść, ogrzać zlodowaciałe serca, pozwolić osiągnąć wewnętrzny spokój? Ale tymczasem nadeszła godzina zemsty!

Żołnierze rosyjscy

    Żołnierze, dosłownie we wściekłym amoku, wpadli do zniszczonych domów i roznieśli w drobny mak wszystko, co znaleźli. Mieszkańcy opuszczali miasto w takim pośpiechu, że zostawili wszystko. Nie zdążyli nawet pościelić łóżek, a teraz lustra, naczynia, zastawy, delikatna porcelana, kryształy - wszystko leciało na podłogę. Tutaj żyli Niemcy! Żołnierze rąbali siekierami fotele, kanapy, stoły, krzesła, nawet dziecięce wózki. Oto, jak wylała pierwsza fala narodowej nienawiści. Nikt - żaden dowódca czy politruk - nie próbował powstrzymywać żołnierzy. Wiedzieli, że to nie miałoby sensu, że nie da się okiełznać tego gniewu.
   Cały dzień odpoczywaliśmy. Niektórzy doili krowy i częstowali kolegów świeżym mlekiem, Po raz pierwszy na wojnie najedliśmy się do syta różnymi zagranicznymi produktami, które znaleźliśmy w spiżarniach i piwnicach. Napychaliśmy też plecaki puszkami  kurczakiem i wieprzowiną, słoikami z konfiturami. Żołnierze żartowali, że pewnie i tak nie zdążymy tego wszystkiego zjeść, bo wojna zaraz się skończy. Znalazłem owczarka niemieckiego, nakarmiłem go i zabrałem ze sobą.
   Rano, kiedy dostaliśmy rozkaz wymarszu, na pobliskich wzgórzach, gdzie okopali się wycofujący się Niemcy, zagrzmiały działa. Na niebie pojawiło się kilka stukasów, z leśnych duktów w pobliżu miasta z trzech stron wyjechały czołgi, a za nimi pojawiła się nacierająca piechota. Nasza artyleria odpowiedziała ogniem. I wszystko zaczęło się od nowa! Przeraźliwy huk wybuchów, walki o każdą ulicę, kwartał, budynek. Ponieśliśmy straty, ale udało nam się wreszcie raz na zawsze umocnić w mieście.

Restauracja na dworcu kolejowym w Olecku w latach trzydziestych XX wieku.

Lekcje komisarza
Parę dni później doszło do pewnego incydentu, w którym przypadkiem wziąłem udział. Wydarzenie wstrząsnęło mną tak mocno, że przez kilka dni nie mogłem dojść do siebie.
Pewnego mroźnego, słonecznego dnia Sziłowicz wezwał mnie, posadził obok siebie w saniach i powoli ruszyliśmy pustymi ulicami zdobytego miasta. Zatrzymaliśmy się przed hotelem Edelweiss. Woźnica został w saniach na ulicy, a my weszliśmy po ładnych, szerokich schodach wyłożonych dywanem na drugie piętro bu-dynku. Po obu stronach korytarza mieściły się pokoje. Po co tu przyszliśmy? Po co pułkownik zabrał mnie ze sobą?
Potem stało się coś, czego nigdy nie zapomnę. Weszliśmy do pokoju i Sziłowicz podszedł do ogromnego okna, przez które wpadało słoneczne światło. Zaciągnął aksamitne zasłony, złapał przyniesioną ogromną torbę i zaczął do niej wrzucać przybory toaletowe i papier — po raz pierwszy w życiu zobaczyłem wtedy papier toaletowy, my używaliśmy starych gazet. Potem Aleksiej Adamowicz wyciągnął z torby nóż i zabrał się do skórzanej kanapy i dwóch wielkich foteli — nigdy nie widziałem tak pięknych i eleganckich mebli w prywatnej rezydencji. Po kilku minutach skóra z kanapy i krzeseł została zdarta, przyszła kolej na obrazy. Sziłowicz działał szybko i sprawnie. Wyciął płótna i zostawił na ścianach puste ramy. Pracował zręcznie i z prawdziwym entuzjazmem. Potem, za-dowolony, ostrożnie zwinął obrazy, pochował je w tuby i związał sznurkiem.
W milczeniu obserwowałem poczynania szefa, nie do końca rozumiejąc, co mam robić i jak się zachować. Ale on sam nagle na mnie naskoczył.
- Czego stoisz jak słup? Za dzień czy dwa żołnierze znajdą ten hotel i z całego tego luksusu zostaną wióry. Po co cię wziąłem ze sobą? Bierz, co chcesz, i wyślij mamie!
Teraz dotarło do mnie, że dla niego to najwyraźniej nie pierwszyzna, że musiał przeprowadzić wywiad - skąd by wiedział, dokąd iść.
Potem, czując się jak w pułapce, wziąłem kilka rzeczy: kolorową, drewnianą podstawkę na kałamarz, dwa szlafroki - damski i męski, maszynę do pisania i dwie rolki papieru toaletowego.
Przeszli przez dziesięć pokoi i pułkownik po barbarzyńsku wszystkie ogołocił- Pomogłem mu przetransportować łupy korytarzem. Woźnica wszedł na górę, żeby nam pomóc, upchnął rzeczy do toreb, a potem załadował na sanie.
Źle spałem tej nocy: chociaż wziąłem tylko kilka rzeczy, w rzeczywistości niczym nie różniłem się od pułkownika. Jakże łatwo szybko - w godzinę! - złamałem wszystkie moje wzniosłe zasady. Obiecałem sobie, że to się już nigdy nie powtórzy.
Kilka dni później Sziłowicz zostawił na stanowisku swojego zastępcę i pojechał prywatnym willysem na trzy dni do Polski. Takie wypady zdarzały mu się często. Zwykle w dokumentach tłumaczył je konsultacjami medycznymi u urologów. W rzeczywistości na sąsiedniej linii przebywała jego kochanka, kapitan służb medycznych. Personel wydziału politycznego doskonale o tym wiedział, ale milczał.

Żołnierze rosyjscy

Na froncie ideologicznym
Od pierwszych dni, kiedy nasza armia wkroczyła na terytorium niemieckie, zapanowała antyradziecka histeria. Gwałtowna burza, która rozpętała się we wschodnich rejonach Niemiec, napełniła przerażeniem serca milionów Niemców. Wszędzie leżały ulotki utytułowane Czerwony mord, wzywające żołnierzy, żeby nie okalali żadnej litości Rosjanom: „To nie ludzie, tylko zwierzęta, bestie, azjatyckie hordy".
W odpowiedzi Ilia Erenburg stworzył swoją słynną ulotkę do radzieckiego żołnierza, w której grzmiał: „Zabij Niemca! Zabij Niemca! - matka cię prosi. Zabij Niemca! - modlą się dzieci...
Nic nie sprawi ci większej radości niż niemiecki trup". Front wdarł się jeszcze głębiej, do samego serca Prus Wschodnich. Maszerowaliśmy naprzód, nieustannie tocząc walki, mijaliśmy dworki myśliwskie arystokratów, kwitnące wsie i posiadłości oraz wiekowe zamki. Forsowaliśmy po drodze bariery wodne. Niemcy zmuszeni do oddawania naszym siłom kolejnych miast, miasteczek, wsi, wycofywali się w stronę Bałtyku.


Fragmenty z książki: Przez wojenną zawieruchę Boris Horbaczewski
Dom Wydawniczy REBIS Sp. z o.o. ul. Żmigrodzka 41/49 60-171 Poznań
http://www.rebis.com.pl  e-mail: This email address is being protected from spambots. You need JavaScript enabled to view it.

 

Opracowanie tekstu i grafiki:  J.Kunicki